Wymieniając jej wszelkie dziwactwa, niewiasty znacząco pukały się w czoło. Nie wystarczały już godne żebraczki brudne szmaty, którymi okrywała umęczone ciało, mało jej było najsurowszych postów, rózeg, włosiennicy, sprawiających, że z dumą obnosiła gnijące rany na biodrach. Jakiś franciszkanin podarował jej, jak szeptano, specjalną wełnianą przepaskę, ciągle drażniącą podbrzusze. Trudno orzec, czy świętoszek w habicie był w istocie poczciwym głupcem, czy też wielkim filutem. Księżna chodziła boso, ciesząc się ze spękanych od mrozu i upału, krwawiących stóp. W klasztornej nawie potrafiła się czołgać na spuchniętych kolanach, aby zlizywać ślady księży i trzebnickich zakonnic pozostawione w kościelnym pyle. Zimą marzła w wyświechtanej kapocie, latem piekła się na słońcu w grubym kubraku. Chleb jadła posypany popiołem, sypiała na gołej podłodze swojej trzebnickiej celi. Te przesadne praktyki bynajmniej nie budziły w grubej pani Bercie i jej przyjaciółkach podziwu ani szacunku, przeciwnie, opowiadały o nich z odrazą. Najbardziej niepojęte było dla nich, że księżna nie chce nosić szat godnych swojego stanu. Wszakże nie brakowało w samym Wrocławiu innych pobożnych, szlachetnie urodzonych pań, jak choćby jej własna synowa Anna, która jednak stroiła się przyzwoicie, jak na królewską córkę przystało. Dla wrocławskich mieszczek największą radością było przecież kopiować suknie oraz naśladować sposób bycia wielkich dam, tym bardziej że nie dotarły jeszcze wówczas na śląską ziemię prawa zakazujące mieszczanom nosić się zbyt bogato. Błogą rozkoszą było zaiste przyćmić wytworną suknią jakąś dwórkę czy nawet żonę rycerza podczas niedzielnej mszy. Dodawały zresztą przy tym całkiem trzeźwo, że skoro ktoś urodził się we wspaniałym zamczysku Andechs, tak jak nasza pani Jadwiga, już jako mała dziewczynka tytułowana księżniczką Meranii, otoczona przepychem i zbytkiem, które otrzymała wyrokiem losu bez żadnej osobistej zasługi, z pewnością łatwiej jej przyszło zrezygnować z owych światowych próżności. Co innego proste gospodynie, których mężowie dorabiali się majątku w pocie czoła i własnym przemysłem. Uważały także za rzecz całkiem zdrową i naturalną wygodzić w łożnicy spracowanemu małżonkowi, a potem powić godne mieszczańskiego stadła potomstwo. Śluby czystości napełniały je zdumieniem i budziły głównie śmiech. Wszak niejedna mieszczka przespałaby się chętnie z jakimś przystojnym rycerzem, o księciu nawet nie wspominając, gdyby tylko los i rajfurka Stulicha naraiły taką sposobność. W istocie jednak o podobnej miłostce nie miały nawet co marzyć, rycerze bowiem, zrażeni okrucieństwem czy obojętnością damy swego serca, woleli korzystać z usług płatnych dziewek. Zgorszenie mieszczek fanaberiami księżniczek podszyte było zresztą dziwnie przewrotną zazdrością. Był to wszakże świat całkiem dla nich niedostępny. Towarzyszący starej księżnej słudzy wieczne z nią mieli strapienie, zwłaszcza marszałek dworu Bogusław z Zawonii i jego żona Katarzyna, niewolnica pruska, przez panią swą ongiś, podobnie jak moja babka, wyzwolona, do chrztu doprowadzona i za mąż wydana. Oboje już dawniej musieli najmować różnych łotrów spod ciemnej gwiazdy, których Jadwiga, w swoim rozumieniu, niby to wyciągała z więzienia i wypraszała u swego brodatego małżonka, a potem u syna, od pewnego, jak mniemała, stryczka. Wiecznie poszukiwała takim sposobem pomocników do budowania swego ukochanego klasztoru i trzeba było bardzo uważać, aby dwa razy nie trafił się jej ten sam rzezimieszek, starka bowiem miała niebywałą pamięć do ludzi. Podobnie ściśle selekcjonowano i odpowiednio szkolono ciągnących za księżną żebraków, którzy wiedli przy niej wcale rozkoszny żywot, gdyż chętnie ich odziewała i karmiła. Upilnowanie tej zepsutej i rozpróżniaczonej zgrai, gotowej wyłudzić od swej pani ostatni wdowi grosz, było jednak niczym wobec najnowszego szaleństwa. Oto widząc przy drodze potrząsającego kołatką i okrytego wstrętnie ropiejącymi wrzodami trędowatego, Jadwiga natychmiast rzucała się go całować w imię chrześcijańskiego miłosierdzia. Dworzanin Bogusław wraz z małżonką dokazywali cudów zręczności, żeby tknięta religijnym zapałem starucha nie uściskała przypadkiem prawdziwego nieszczęśnika, dbając o to, by zawsze czekał na nią u bramy klasztoru jakiś podstawiony wieśniak, malowniczo okręcony krwawymi szmatami. Słuchając o takich wariactwach doszedłem do wniosku, że gdyby stara księżna sama nie fundowała szpitali, jak na przykład leprozorium w Środzie, z pewnością dawno by już znalazła się w domu szalonych, zamknięta tamże przez zrozpaczoną rodzinę. Tymczasem jednak monarsza wdowa, matka bohatera spod Legnicy i babka młodych książątek, jak zawsze będących nadzieją ludu, mogła narzucać poddanym własne zwyczaje i sprawiła, że niemal cały Śląsk oddał się na usługi jej świątobliwego obłędu. Szaleństwo zresztą na szczytach władzy zawsze trudniej rozpoznać niż pośród zwykłych ludzi. Jeśli dodać jeszcze do tego klęski zadane przez Tatarów, w istocie księstwo nasze smutny w owych dniach przedstawiało widok. .

- Były brudne, są czyste - głos Scotta brzmiał twardo, z cienką nutką drwiny. - Dostaliście towar. Cena trochę wzrosła. Jestem nadal do usług.. Lazarov:. Poprosiłem statek o uwagę.. Nagle ... [read more]

Ani nie powinienem tam chodzić, ani tym bardziej pozostać. Edward Bond nigdzie nie był bezpieczny, ponieważ każdej chwili mógł stać się Ganelonem. Niebezpieczeństwo czyhało wszędzie, zarówno ze strony zbuntowanych leśnych ludzi, jak i ze strony członków Zgromadzenia. .

Co jakiś czas na molu pojawiały się osoby, które nie były wędkarzami, albo pary zakochanych. Jedni i drudzy dochodzili do końca mola i stanąwszy tu wpatrywali się przez parę minut w ciemną,... [read more]

Wszystko zaczęło mu się rozmazywać przed oczami. Wklinowany między tylną ścianę wagonu a stertę sprasowanego papieru, był zupełnie niewidoczny, kiedy wreszcie otwarto drzwi i do środka wdrapało się dwóch ludzi w maskach przeciwgazowych. Przez zasnuwającą mu oczy mgłę zdołał ujrzeć tylko zarysy masek, a był to widok jak z upiornego snu. Wcisnął się głębiej w szparę, zdolny wyłącznie do trwania w bezruchu. .

Może on i był lżejszy, niż by wypadało, ale był kompletnie bezwładny. Nie minęła jednak minuta, a już jakieś ręce go wyciągały. Wpatrzył się w półmrok. W tłumie dostrzegł Hunnara. ... [read more]

Siedziałem w fotelu pilota. Gwen zajmowała pozycję drugiego pilota po mojej prawej stronie. Spojrzałem na nią i zdałem sobie sprawę, że wciąż mam na oku tę głupią przepaskę. Nie, skasować „głupią”. Całkiem możliwe, że uratowała mi życie. Ściągnąłem ją i wsadziłem do kieszeni, po czym zdjąłem fez, rozejrzałem się w poszukiwaniu miejsca, gdzie można by go wsadzić, i zatknąłem go sobie za pas na piersi. .

Zjadł w swoim pokoju przy małym stoliku stojącym pod oknem z widokiem na centrum miasta. Dziobał jedzenie i rozmyślał o powodach, dla których córka nie chce się z nim widzieć. Kolczyk w nosi... [read more]

- Mają nas - powiedziałem spokojnie do Błazna. .

- Czy Dan go opisał?. — To właśnie założyłem.. - Koń. No cóż, to może być wyzwanie, którego nie przewidziałem.. Uderzył twarzą o wnętrze przyłbicy. Hełm huknął w zapylone podło... [read more]


Pages:   1 2 3 4 5 6 7 8 9 10